Czego krytycy nie rozumieją w Sabrinie Carpenter

Wybierz język

Polish

Down Icon

Wybierz kraj

France

Down Icon

Czego krytycy nie rozumieją w Sabrinie Carpenter

Czego krytycy nie rozumieją w Sabrinie Carpenter

Przejdź do treści
Muzyka
Okładka albumu Man's Best Friend, na której widać mężczyznę szarpiącego Sabrinę Carpenter za włosy, gdy ta klęczy. (minimalna szerokość: 1024px)709px, (minimalna szerokość: 768px)620px, oblicz(100vw - 30px)" szerokość="1560">

To był sprytny ruch, gdy w lutym Sabrina Carpenter wydała remiks country swojego letniego hitu z 2024 roku „ Please Please Please ” z udziałem Dolly Parton. Nie tylko dlatego, że Carpenter jest artystką płynnie poruszającą się między gatunkami, a crossovery country i popu są modne od kilku lat. Jej wspólne cechy z Parton mają o wiele głębsze (barwniejsze) korzenie.

"Wygląda, jakby mogła być moją młodszą siostrą", powiedziała 79-letnia ikona o 26-letniej Carpenter w Rolling Stone w czerwcu, magazyn wskazując, że każda z nich jest " pięć stóp wzrostu blondynką z poważnymi rurami ". Silniejszym ogniwem, które pominięto, jest to, że zarówno Carpenter, jak i Parton są wirtuozkami obozu wysokiej kobiecości, szczególnie grając rolę seksbomby, seksbomby, która jest tak naprawdę mózgowcem. Są w tym zgodne z niedawno zmarłą Loni Anderson jako Jennifer w sitcomie WKRP z lat 70. w Cincinnati , długonoga recepcjonistka stacji radiowej, która jest potajemnie mózgiem prowadzącym to miejsce. Śledząc dalej, wszystkie trzy podniosły swoje kręcenie się z porozumiewawczym mrugnięciem oka od Marilyn Monroe, jednocześnie odmawiając bycia nadużywanymi w taki sposób, w jaki była.

Jak śpiewała Parton w swoim pierwszym hicie country w 1967 roku: „ Ta głupia blondynka nie jest niczyim głupcem ” — albo jak ujął to Carpenter w utworze „Please Please Please”, używając terminów typowych dla lat 20. XXI wieku: „Błagam cię, nie zawstydzaj mnie, skurwysynu”.

Ta piosenka, podobnie jak bulgoczący „ Espresso ”, sprawiły, że zeszłe lato stało się przełomowym sezonem Carpenter, który zwieńczyła albumem „Short n' Sweet” wydanym pod koniec sierpnia , udowadniając, że ma w zanadrzu mnóstwo pikantnych plotek ze świata randkowego, a przynajmniej tyle, ile tylko zdoła je ukryć w swoich skąpych strojach. Jej popularność w tym roku tylko rośnie, pod pewnymi względami szybciej niż jakiejkolwiek innej współczesnej gwiazdy popu .

Na początku lata napotkała na przeszkodę, gdy zaprezentowała okładkę swojego nowego albumu „Man's Best Friend” ; niektóre krytyczki feministyczne były zaniepokojone jej uległą pozą , klęczącą przed niewidocznym mężczyzną, który ciągnie ją za włosy. Ale tylko ktoś, kto nie słuchał zbyt wielu poprzednich piosenek Carpenter, mógł nie zrozumieć, że – biorąc pod uwagę tytuł albumu – zdjęcie przedstawia mężczyzn traktujących kobiety jak psy – być może z dodatkiem samokrytyki za zbyt częste udawanie.

Jeśli pozostały jakieś niejasności, powinny się one wyjaśnić teraz, gdy mamy już pełną płytę. Rzeczywiście, okazuje się, że jest to kolejna seria kronik z okopów heterofatalizmu , niczym z karabinu maszynowego. To krajobraz, który Carpenter szkicuje barwnie, ale tak ponury, że aż zadziwiające, że udaje jej się być tak radosną. Być może w tym procesie trochę się rozleniwia. Podobnie jak samoopisowy Short n' Sweet , ten album zawiera kilkanaście piosenek w mniej niż 40 minut, odświeżająco odmawiając oszukiwania systemu streamingowego rozdętymi pakietami utworów bonusowych i tym podobnych, ale nie do końca udaje mu się zachować bezproblemowy urok swojego poprzednika.

Nadal jest pełen dowcipu, bezczelności i chwytliwych melodii, ale kilka utworów klasy B psuje dynamikę. Carpenter i jej współpracownicy – ​​trzon Short n' Sweet, współautorka tekstów Amy Allen , producenci Jack Antonoff i John Ryan – od czasu do czasu zdają się mieć problem z wyciągnięciem z tego samego cylindra kolejnych, świeżych króliczków seksu. Nic dziwnego. Funkcjonalnie „Man's Best Friend” znajduje się w podobnej sytuacji, co typowy „trudny” drugi album, szczęśliwie uzupełniając go o przełomowy sukces, mimo że (ponieważ Carpenter była częścią Disney Channel od 14. roku życia) technicznie rzecz biorąc, jest to jej siódmy album.

Największą pomyłką jest dla mnie sam pierwszy utwór i jedyny singiel promujący, „ Manchild ”. Trafia w zbyt wiele tych samych , infantylnych tematycznych nut, co piosenki Short n' Sweet , takie jak „Slim Pickins”, „Sharpest Tool”, „Dumb & Poetic” i oczywiście „Please Please Please”. I uderza w nie zdecydowanie zbyt ciężkim młotem. Z jego klawiszowymi uderzeniami z lat 80. i głośną orkiestrą , a także taylorowskim spoken-wordem o znalezieniu „słodszego słowa” na „bezużyteczny”, śmierdzi grupą ludzi, którzy za bardzo próbują stworzyć hit. Ściśle rzecz biorąc, odnieśli sukces, ale piosenka zadebiutowała na pierwszym miejscu tylko dzięki wcześniejszej życzliwości fanów Sabriny, zanim szybko wypadła z pierwszej dziesiątki. Wkrótce stała się kolejnym z wielu przegranych w lecie 2025 roku bez piosenki lata , rozczarowującym akcentem przesytu letnich piosenek z 2024 roku, co w dużej mierze było zasługą Carpentera.

To szczególnie szkoda, bo myślę, że mogłaby powtórzyć zeszłoroczną falę upałów, gdyby wydali drugi utwór „Tears” w czerwcu. Zamiast tego został wydany jako singiel wczoraj wieczorem, wraz z teledyskiem w stylu Rocky Horror , w którym Colman Domingo gra Franka-N-Furtera. To doskonały przykład kobiecych subwersji Carpentera: dyskotekowy jam w stylu Donny Summer, w którym piosenkarka robi się gorąca, podniecona i, szczerze mówiąc, „mokra” (tytułowe krople nie spływają jej po twarzy) z powodu fantazji o mężczyznach uprawiających odpowiedzialnie, zmywających naczynia i składających meble z Ikei, nie wspominając – o rany! – o pełnej szacunku komunikacji. Miejmy nadzieję, że nie jest już za późno, żeby utwór zyskał popularność, czego szczerze liczę, choćby po to, żebyśmy wszyscy mogli zwrócić się do przyjaciół w chwilach stresu i szepnąć na scenie: „Przerwa na taniec!”.

Ta piosenka rozpoczyna serię zwycięstw. Następnie pojawia się „ My Man on Willpower ”, który sprytnie odwraca temat przewodni „Tears”: teraz chodzi o chłopaka, który stał się zbyt odpowiedzialny, zaabsorbowany ambicjami zawodowymi i zaniedbuje ją nawet wtedy, gdy zakłada swoją „wyzywającą piżamę” – „zakochał się w samokontroli/ i teraz to wymyka się spod kontroli”. Następnie „Sugar Talking” wkracza z kilkoma dawkami country popu à la Parton, Kacey Musgraves, a nawet Shania Twain, mówiąc facetowi, który tylko gada, a nie angażuje się: „Twoje akapity nic dla mnie nie znaczą/ To słowo w słowo to, co powiedziałeś w zeszłym tygodniu”. (Słyszę to od mojego redaktora cały czas).

Mniej podoba mi się „ We Almost Broke Up Again Last Night ”, które wydaje się równie zbędne, co opłakiwany w nim związek. Ale akcja nabiera tempa w „ Nobody's Son ”, gdzie kolejny niewypał zostaje zbesztany – w tym w łączniku, który krytykuje jego rodziców – z lekkim karaibskim pulsem emanującym prosto z „ The Tide Is High ” Blondie. Założę się, że Debbie Harry to kolejna członkini tej linii Marilyn-Dolly-Loni-Sabrina, w taki czy inny sposób .

Kolejne kilka piosenek ma pomysłowe koncepcje, ale brakuje im lekkości i blasku najlepszych utworów Carpentera. Szczególnie podoba mi się hymn „ Go Go Juice ”, nawiązujący do pijackiego dzwonienia, choćby ze względu na chęć umieszczenia w środku popowego albumu utworu w stylu Nashville Country, w stylu Mirandy Lambert, do popijania tequili, oraz ze względu na liryczne zejście w chlupoczący angielski („Bye, it's me/ How's mm-call/ Do you me still love?”). Ale zwrotki są zbyt piskliwe, a łącznik do wspólnego śpiewania zbyt krzykliwy. A ten tytuł? Po prostu nie.

Jednak płyta mocno wciąga do końca. W „ House Tour ” Carpenter zaprasza faceta do środka po tym cudzie cudów, udanej randce i oferuje mu oprowadzenie po swoim mieszkaniu — przez co rozumie swoje ciało, co jasno daje do zrozumienia za pomocą coraz bardziej bezczelnych i absurdalnych podwójnych znaczeń: „Obiecuję, że nic z tego nie jest metaforą” — mruga okiem. „Chcę tylko, żebyś wszedł do środka — ale nigdy nie wchodź tylnymi drzwiami”. A tak przy okazji: „Wydałam małą fortunę na woskowane podłogi”. Ale decydującym jest to, że jest to także house tour w sensie muzyki house , ponieważ cały ten zestaw kalamburów rozgrywa się na post-disco, four-on-the-floor beat. Absurdalne. Wspaniałe.

Wreszcie, jak na ironię, pojawia się „ Goodbye ” o facecie, który z nią zrywa, ale wciąż próbuje wrócić, na co Carpenter odpowiada wielojęzycznie, że „do widzenia” oznacza „do widzenia”, jak w „ Sayonara , adi ó s / Z drugiej strony, cheerio!” i „ Arrivederci , do widzenia / Wybacz mój francuski, ale pieprz się, ta-ta!” Wszystko to jest tylko najsłabszą wymówką dla najbardziej bezczelnego hołdu dla zespołu ABBA, jaki kiedykolwiek słyszałeś w swoim życiu. W zwrotkach są okrzyki „ah-hah!” w stylu „ Want You ” na tle migoczących przebiegów fortepianowych. W refrenach à la „Fernando” występują galopujące rytmy z delikatnym latynoskim odcieniem. Są duże wykrzyknikowe harmonie, jak w, cóż, każdej piosence zespołu ABBA. Wszyscy zaangażowani sprawiają wrażenie, jakby przeżywali najlepsze chwile w swoim życiu, a także w życiu Agnethy, Björna, Benny'ego i Anni-Frid.

Jest stworzony specjalnie, aby być świetnym zakończeniem koncertu — to znaczy, fałszywym zakończeniem koncertu, zanim Carpenter wróci na scenę, aby bisować, powiedzmy sobie szczerze, „Please Please Please” i „Espresso”. Na Man's Best Friend jest mnóstwo muzyki, którą można pokochać, a także wszystkich przegranych mężczyzn, których można kochać i nienawidzić, ale ta kontynuacja nie przewyższy oryginału. Może to nie tylko zasługa siły albumu, ale także tego, czy uchwyci moment. Podczas gdy w zeszłym roku Carpenter była dużym radiowo-popowym ulepszeniem „ brat summer ”, w szalonym świecie 2025 roku jej hymny o kłopotach miłosnych mogą nie być aż tak wspaniałe. Może nie okazać się tegorocznym modelem eskapistycznej zabawy. Ale mniejsza z tym. Jak udowodniło wielu poprzedników Carpenter w blond ambicji (aha, jest jeszcze jeden), bezczelność i zmysłowość mogą być świetnymi zasobami odporności. Nie sądzę, żeby miała się gdziekolwiek ruszyć, dopóki nadtlenek wytrzyma.

Ciesz się najlepszymi filmami, programami telewizyjnymi, książkami, muzyką i nie tylko.
Slate

Slate

Podobne wiadomości

Wszystkie wiadomości
Animated ArrowAnimated ArrowAnimated Arrow